Lubelskie Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia

KRS: 000 000 4522


Gabrysia

Kochani

Wczoraj rano, nasza najdroższa *Gabusia* promiennie się uśmiechnęła i pobiegła do Boga. Odeszła spokojnie i w poczuciu bezpieczeństwa, w domu, bez żadnych rurek czy okaleczeń, przytulona do nas i otoczona moją i Pawła miłością. Była z nami prawie rok, do pierwszych urodzin zabrakło kilku dni…..Mimo Jej cierpienia, a naszej rozpaczy, że nie można było jej pomóc, nie oddalibyśmy nawet jednego dnia z Jej życia.

*Gabci* nie dało się nie kochać, rozkochała w sobie cały świat. Ona po prostu cała była Miłością. Zmieniła nas, nasze spojrzenie na ludzi, nasze rozumienie życia, pojmowanie świata. Przez swoje krótkie życie dokonała tylu zmian, w nas i w naszych bliskich, że niektórym długie lata nie wystarczają, żeby dokonać tego czego dokonała ta mała osóbka. Wczoraj czuliśmy spokój, wyciszyliśmy się i wiedzieliśmy, że ją już nic nie boli, że już nie ma napadów, że już nie ma sondy w nosku, że się nie dusi, że się już nic złego nie dzieje. Widzę ją oczyma duszy jak spaceruje po Niebie trzymając Boga za rękę i założę się, że macha mu przed oczyma swoimi pomalowanymi na różowo paznokciami ;-)

A dzisiaj już strasznie za Nią tęsknimy, okropnie nam Jej brakuje, tak bardzo chcielibyśmy ją po prostu przytulić…… i to tak bardzo boli, że już nie możemy, że nie dane nam już będzie jej dotknąć….. W domu jest tak strasznie pusto…. Mamy swoją prywatną Świętą w Niebie i teraz już o cokolwiek Ją poprosimy, to założę się, że zamacha przed Stwórcą tymi swoimi rzęsami i wszystko dla nas wyprosi. Kochaliśmy ją tak, że nie da się tego ubrać w słowa i zawsze Ją będziemy kochać, wierzę w to, że to miłość czuła i że miłość ta nas teraz umocni. Za mała jestem, żeby zrozumieć sens cierpienia, ale wiem, że sens na pewno ma to, co my z tym cierpieniem zrobimy. Mam nadzieje, że to wszystko co się w naszym życiu działo przez ten rok wyda konkretne owoce, że nasze myśli, uczucia, refleksje przybiorą realne kształty. Wszystko za sprawą *Gabrysi * i wszystko z myślą o Niej……

Pragnę jeszcze wszystkim podziękować, Wam, których nazywamy Przyjaciółmi, którzy byliście cały czas, wpadając do nas na kawkę, albo poodkurzać, albo przynieść świeżutkie pączki, dzwoniąc non stop, albo ciągle pisząc maile. Dziękujemy za wszystkie słowa, jakie do nas kierowaliście, za modlitwę w intencji *Gabrysi* i nas. Dziękujemy Wam, których znamy od lat i tym wszystkim, których nie poznaliśmy osobiście, a którzy staliście się nam tak bliscy. Dziękujemy tym wszystkim, których dzięki *Gabrysi* poznaliśmy i którzy się stali tak bardzo integralną częścią naszego życia, że nie możemy uwierzyć w to, że ich kiedyś nie było…. :-) Byliście cały czas, od 5 sierpnia, bardzo Wam za to dziękujemy. Za to, że przezwyciężyliście w sobie strach, za to, że mimo, że nie wiedzieliście co nam mówić, przyjeżdżaliście, żeby po prostu pobyć. Dzięki Wam to wszystko było nam zdecydowanie łatwiej przyjąć, nie zostaliśmy sami, nawet na chwilę…. I proszę Was bardzo, żebyście teraz też się nie bali, my nie chcemy zamknąć się w sobie, my chcemy znowu móc z Wami się spotykać, wyjeżdżać, chcemy żyć (chociaż szczerze mówiąc to wolałabym już odejść, bo tęsknię za *Gabą* i chcę już do niej dołączyć, ale wiem, że chyba nie da się) ….., wiec póki co, skoro trzeba zostać, to chcemy się śmiać, tak jak zawsze się śmialiśmy…..

Gabrysia z rodzicami

No to na koniec kilka informacji: Pogrzeb i Msza Święta odbędą sie na Cmentarzu przy ul. Lipowej. Jeżeli będziecie chcieli z nami pożegnać *Gabcię* i uczestniczyć we Mszy Świętej w naszej intencji, to zapraszamy na 9.00 do Kaplicy cmentarnej. Poza tym mamy do Was wszystkich, którzy spotkają sie z nami w czwartek prośbę o nie kupowanie kwiatków. Kilka bukiecików i tzw. wianuszków *Gabcia* dostanie od nas, od Babć i Dziadzia, od cioć, ale naprawdę piramida z kwiatów, które będą ociekały wodą nie sprawi Jej ani nam żadnej radości. Dlatego też prosimy, żebyście pieniądze, które mielibyście zamiar przeznaczyć na zakup kwiatków, wrzucili do puszki, która będzie stała gdzieś w kaplicy, podejrzewam, że gdzieś przy wyjściu. Wszystkie zebrane pieniądze przekażemy dzieciom, które znajdują sie pod opieka Hospicjum dla Dzieci im. Małego Księcia.

Gabrysia przez cały okres pobytu w domu, czyli od 4 miesiąca życia była otoczona troskliwa opieką i ogromną sympatią Ojca Filipa i wszystkich Pracowników naszego Hospicjum. Nam, rodzicom dali poczucie bezpieczeństwa i pomogli godnie żyć naszemu Dziecku, robiąc wszystko, aby uśmierzyć Jej ból. Bardzo jesteśmy Im wdzięczni i tak jak *Gabrysia*, żyjąc dokonywała konkretnych zmian, tak teraz tym bardziej chcemy niejako kontynuować jej misję i jak tylko się da, konkretnie działać. Wiec rozważając, czy te pieniądze mają zwiędnąć, czy będzie można kupić za nie leki – wybieramy to drugie i bardzo was prosimy o poparcie tego pomysłu. Gosia i Paweł Na koniec załączam Wam jeszcze naszą przepiękną Gabusię, tęskniąc za nią tak okrutnie, że aż odczuwamy fizyczny ból…….Miłość nasza……Nasza Gwiazda…..

Gabusia

 

Zobacz także:

 

Nasza Majeczka

Trudna i bolesna to droga, nie pozbawiona jednak radości oczekiwania na dziecko, które jeśli to jest w ogóle możliwe kocha się bardziej, intensywnie, czulej… właśnie dlatego, że jest chore. Diagnoza wstępna: brak kości nosowej, obrzęk, zbyt szerokie NT. Amniopunkcja i ostateczna diagnoza: zespół Edwardsa – wada letalna, bez możliwości leczenia. Słowa, które mi bardzo pomogły: … „proszę się nie bać być w tej ciąży; dziecko jest u pani bardzo szczęśliwe”… „będzie cierpieć jak pani je zabije…” – dr n.med. A. Marcinek, Kraków.

Osobisty Mount Everest

Jeden moment i wali się świat. Upragniona ciąża, wielka radość. Wszystko przebiega wręcz książkowo: niezłe samopoczucie, znikome mdłości, świetne wyniki badań. I nagle 12 tydzień ciąży – USG. Hurra! Serduszko bije, macha rączkami. Ale coś jest nie tak: lekarka nie chce nic mówić, zasłania się tym, że dziecko jest źle ułożone i wszystkiego nie widać dobrze. Zaprasza na ponowne badanie nazajutrz.